Słonecznikowiec na cieście miodowym

Słonecznikowiec

Słonecznik ten powstał z powodu ograniczonej ilości jajek i mąki… ;)
Przed Świętami zakupione 30szt jaj i 6kg mąki… wyszło prawie wszystko 8D
Ale do konkretów, przepis:

zaczniemy od przygotowania słonecznika, który będzie potrzebny do kremu:

Słonecznikowa płytka karmelowa:

  • 180g margaryny
  • 1szklanka cukru pudru
  • 2 łyżki mleka skondensowanego( lub zwykłego)
  • 300g łuskanego słonecznika

Do rondelka wkładamy margarynę, cukier i mleko czekamy, aż margaryna się roztopi. Mieszamy, aż wszystkie składniki się połączą, wówczas wsypujemy  słonecznik i delikatnie mieszamy aby cały oblepił się w słodkiej masie. Tak przygotowany słonecznik wysypujemy na dużą blachę wyłożoną papierem do pieczenia.
Wstawiamy do piekarnika na 10-15min w temp. 180C.
Pilnujcie aby się nie przypaliło. Gdy masa się skarmelizuje wyciągamy i zostawiamy do ostygnięcia.

Ciasto miodowe:

  • 250g mąki pszennej
  • 250g mąki gryczanej
  • 1szkl cukru pudru
  • 150g miodu (około 2 czubate łyżki)
  • 1/2 kostki margaryny
  • 2 jajka
  • 1op cukru wanilinowego
  • 1łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 czubate łyżki kakao

Margarynę ucieramy z cukrem i cukrem wanilinowym na puszystą masę dodając następnie po kolei jajka i po łyżce miodu. w oddzielnym naczyniu przygotowujemy pozostałe sypkie składniki, które następnie dodajemy do ucieranego ciasta aż zużyjemy całość. tak przygotowaną masę dzielimy na dwie części. Wykładamy na dużą blachę i pieczemy każdą porcję przez około 10-15min w 180C, tak by uzyskać 2 równe prostokąty.

Bardzo ciężko się to ciasto rozkłada więc zdradzę wam patent na jego rozłożenie.

Ciasto wykładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, i przykrywamy drugą płachtą papieru i tak rozprowadzamy ciasto palcami. Tak jakbyśmy robili masaż, rozprowadzając ciasto pomiędzy dwoma płachtami papieru. Tę górną część można delikatnie posmarować olejem.

Krem ze słonecznikiem:

  • puszka masy kajmakowej/toffi/krówkowej
  • kostka masła
  • 2 żółtka
  • opakowanie cukru waniliowego
  • 50ml dobrego koniaku lub rumu

masło w temperaturze pokojowej ubijamy na puszysta masę dodając po kolei żółtka i cukier waniliowy.(jajka myjemy i sparzamy wcześniej) Kiedy masa jest puszysta (około 5 min trwa jej ubijanie) dodajemy po łyżeczce masy kajmakowej i pod koniec alkohol. Kiedy masa jest ubita dodajemy rozkruszoną płytkę słonecznikową. Zostawiamy odrobinę słonecznika do posypania po wierzchu ciasta.

Kiedy ciasto ostygnie możemy trochę nasączyć je ponczem. Do puszki po masie krówkowej dodajemy 100ml gorącej wody, łyżeczkę cukru wanilinowego i łyżkę alkoholu(najlepiej tego samego co do kremu słonecznikowego). Nasączamy ciasto i dopiero wtedy nakładamy krem słonecznikowy, a następnie przykrywamy drugą częścią ciasta (,którą też możemy nasączyć).

Polewa czekoladowa

  • 100g margaryny
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 50ml mleka
  • 2 czubate łyżeczki mleka w proszku
  • 1 tabliczka gorzkiej czekolady.

Przyznaję, że proporcje podaję Wam na oko, bo dziś cudowałam i co chwila czegoś dodawałam (mleko i margarynę). Mieszamy w kąpieli wodnej, aż wszystkie składniki się połączą. Wylewamy odrobinę przestudzoną na ciasto i posypujemy pozostałym słonecznikiem.

Smacznego!!!

Zwykły Sernik na czekoladowym spodzie

sernik

Kruche ciasto czekoladowe:

  • ½ kg mąki wrocławskiej
  • 250g masła lub margaryny
  • 1 łyżka stołowa oleju
  • 5 żółtek
  • 1 szkl. Cukru
  • 1 proszek do pieczenia
  • 1 olejek lub cukier wanilinowy
  • 4 łyżki stołowe kakao

Masło rozetrzeć na śmietanę trwa to około 5min, dodawać po łyżeczce cukru i żółtkach oraz łyżkę oleju wraz z olejkiem zapachowym, ja daję arakowy. Całość ubijam mikserem aż połączę cały cukier, jajka i masło w jednolitą pulchna masę.

Proszek, kakao wymieszać z mąką i dodawać po łyżeczce cały czas ubijając mikserem, tak około 6-8 łyżek, potem należy przerwać, żeby nie spalić silnika miksera. Resztę mąki dosypać do masy i wyrobić ręcznie. Ciasto będzie kleić się do rąk, tym się nie przejmujcie. Ciasto zbijam w kulę, owijam folią spożywczą i wkładam do lodówki, powinno tam leżeć aż się schłodzi, ale ja wkładam na czas wyrabiania masy serowej.

Masa serowa

  • 1,5kg sera półtłustego w kostce
  • 250g masła lub margaryny
  • 5 jaj
  • 1 szkl. Cukru
  • 1 cukier wanilinowy

opcjonalnie:

  • rodzynki
  • skórka pomarańczowa

Ser mielimy w maszynce bądź malakserze. Ja to robię w malakserze z nożami tnącymi, wychodzi jak homogenizowany.

Namaczamy rodzynki, czyli w garnuszku zalewamy gorącą wodą i czekamy aż napęcznieją.

Ponownie rozcieramy masło na śmietanę, dodając cukier, cukier waniliowy i żółtka. Kiedy całość się połączy na puszystą masę dodajemy po łyżce zmielonego sera, aż całość się połączy.

Białka z 5 jajek ubijamy na sztywną pianę i łączymy delikatnie z masą serową tak, jak miesza się ciasto biszkoptowe. Czyli, tak by nie porozcierać powstałych w bitej pianie pęcherzyków powietrza. Do tak przygotowanej masy dodajemy skórkę pomarańczową i namoczone rodzynki. Rodzynki można uprzednio oprószyć odrobię mąką, żeby nie osiadły na dnie sernika.

Wyciągamy ciasto z lodówki i dzielimy na 2 części. Większą część rozłożyć na uprzednio wysmarowaną tłuszczem i obsypaną bułką tartą, blasze. Na tak przygotowane ciasto wylewamy masę serową i rozkładamy ja równomiernie na całej szerokości blaszki.  Na wierzch poukładać „płatki” ciasta albo obsypać jak kruszonką. Jeśli ciasto jest dobrze schłodzone można zetrzeć na tarce na grubych oczkach.

Wymiary blachy: 28x40cm

Pieczemy: około 45-60min w temp.180oC

Muffinki Brownie i Dyniowe

7C808D70-F4A6-4BE9-B419-61B556E30EA5

Muffinki te powstały całkowicie spontanicznie a robiłam je tak:
Miałam zakonserwowaną dynię z cukrem i postanowiłam jakoś ją wykorzystać i tak powstały mufinki w dwóch rodzajach.
Ciasto przygotowałam na podstawie ciasta do wuzetki.

CIASTO:

  • 3,5 szklanki mąki,(ok. 500g)
  • 2 szkl. cukru, (ok. 450g)
  • 2 szkl. mleka, (0,5l)
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia,
  • 2 płaskie łyżeczki sody,
  • ½ kostki margaryny,
  • 1 jajko,

Margarynę rozetrzeć z cukrem, następnie dodać jajko dalej rozcierając. Kiedy masa jest odpowiednio roztarta dodawać powoli mleko. Następnie dodać mąkę z sodą , proszkiem do pieczenia. Tak przygotowaną podzieliłam na pół.

Mufinki czekoladowe:

do połowy ciasta dodałam:

  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżki stołowe dżemu wiśniowego
  • 2łyżi Nutelli

    wymieszałam i porozdzielałam do foremek muffinkowych.
    Pieczemy 15-20min na 180 oC

 

Krem maślankowy do nabijania muffinek:

  •  5 łyżek cukru pudru(ok. 140g /1 niepełna szklanka)
  • 1 szklanki zsiadłego mleka (lub kefiru,maślanki)
  • 0,5 kostki masła
  • cukier wanilinowyWszystkie składniki do kremu powinny być w temperaturze pokojowej.
    Ubijamy mikserem masło z cukrem pudrem około 5 min aż masło będzie puszyste, następnie dodajemy po łyżce maślanki. Tak przygotowany krem przekładamy do rękawa cukierniczego i faszerujemy ostygnięte babeczki.  

Krem do dekoracji:

Krem przygotowujemy w kąpieli wodnej. Do miski ustawionej na garnku z gotującą się wodą, bądź w garnku do mleka wkładamy:

  • 250g masła
  • 50ml wody
  • 1 tabliczkę gorzkiej czekolady
  • ½ szklanki cukru
  • 4czubate łyżki mleka
  • 2 czubate łyżki nutelli

mieszamy rózgą/trzepaczką aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Krem stygnie powoli, więc warto zrobić go nim zaczniecie robić babeczki.

Muffinki dyniowe:

Do drugiej połowy ciasta dodałam smażoną na maśle dynię z cukrem, marchwią skórką z pomarańczy, która powstała tak:

  • 1szklanka startej na drobno dyni
  • ½ szklanki cukru
  • 2 duże łyżki cukru
  • 1 duża marchew (3/4szklanki)
  • skórka starta z całej pomarańczy
  • 1 łyżka soku z pomarańczy


na dużej patelni smażymy na małym ogniu, ciągle mieszając: startą dynię, marchew i skórkę z pomarańczy wraz z cukrem. Smażymy aż całość będzie miała konsystencję dżemu. Kiedy ostygnie dodajemy do ciasta 2 czubate łyżki oraz aromat pomarańczowy. Pieczemy w foremkach muffinkowych przez 15-20min w 180 oC.

 

Krem do dekoracjimuffinek dyniowych:

  •  250g masła
  • 1/2szklanki cukru pudru
  • aromat pomarańczowy
  • pozostała część dżemu dyniowo-pomarańczowo-marchewkowego

masło ubijamy na śmietanę, około 5 min, wówczas dodajemy cukier puder nadal ubijając. Kiedy cukier z masłem jest połączony dodajemy olejek pomarańczowy i pozostałą część dżemu dyniowego. Można zostawić czubatą łyżeczkę do dekoracji. Mieszamy aż masa się połączy. I takim kremem dekorujemy nasze mufinki.

 

 

Powiązane wpisy:

1.Wuzetka 

Przyprawa ziołowa do grilla

Mimo tego, że pogoda nas nie rozpieszcza sezon grillowy mamy w pełni.

Jakiś czas temu podałam Wam przepis na przepyszny sos ziołowy do mięs z grilla. LINK
Do niej stosuje tę przyprawę zamiast Ziołowej przyprawy do grilla KAMIS.

Przyprawa ta przyda Wam się także jako dodatek do sosów sałatkowych szczególnie jeśli są w sałatce pomidory, czy ser feta.

Przyprawę tą „opracowałam” na podstawie: Przyprawy ziołowej do grilla firmy „KAMIS”.

Był czas kiedy dostanie jej graniczyło z cudem. Teraz jest dostępna, ale producent zmienił trochę skład. Wcześniej dodatkiem był też glutaminian sodu, a przy Zołzi wyjadającej ten sos łyżkami musiałam coś z tym fantem zrobić, dlatego zaczęłam przyprawy mieszać sama.

POTRZEBNE BĘDĄ:

  • waga kuchenna
  • młynek do kawy

PRZYPRAWY:

  • 4g  SÓL(jaka chcecie, może być zwykła, jodowana, czy himalayska)
  • 2g CZOSNEK GRANULOWANY
  • 2g PIEPRZ CZARNY MIELONY
  • 2g CUKIER
  • 2g OREGANO
  • 2g GORCZYCA (rozdrabniam w młynku NIE na miał)
  • 2g CEBULA suszona (można kupić i rozdrobnić w młynku, ja suszę sama, zdjęcie poniżej)
  • 1g BAZYLIA
  • 1g TYMIANEK (rozdrabniam)
  • 1g CZĄBER
  • 1g ROZMARYN (mielę w młynku)
  • 1g KOLĘDRA
  • 1g MAJERANEK
  • 1g ZIELE ANGIELSKIE (mielę w młynku)
  • 1g SZAŁWIA
  • 1g KMINEK MIELONY(albo CAŁY i mielę w młynku)

Co gdzie zakupicie, zadecydujecie sami. W tej chwili są dostępne w hiperach przyprawy bez dodatków. Takie zioła jak TYMIANEK i SZAŁWIA dostaniecie w dobrych aptekach.
Większość przypraw w dobrze zaopatrzonym sklepie ekologicznym. No i przepastny internet tu wszystko jest dostępne ;)
Nie kupuję suszonej cebuli, sama susz w suszarce do warzyw :)

Nie wszystkie składniki mielę na miał, część t.j. gorczyca czy kolendra rozdrabniam. Na miał mielę ziele angielskie, tymianek czy kminek. Tak naprawdę to zależy od Was jak Wam pasuje.

Teraz trochę o składzie samej przyprawy KAMIS:
Pierwotnie był z glutaminianem sodu i innymi wzmacniaczami smaku.

Następnie odstawili wzmacniacze smaku i glutaminian sodu,
etykietka wyglądała tak:

a skład był następujący:

SKŁAD:
sól, czosnek, pieprz czarny,cukier, oregano, gorczyca, cebula, tymianek, cząber, rozmaryn, -4%
kolendra, majeranek, ziele angielskie, szałwia, kminek.
dodatkowo adnotacja, że :[na terenie zakładu wykorzystywane sa: gluten,seler, soja, mleko, jaja i sezam]

Według tej wersji tworzyłam swoja mieszankę ;)

Najnowsza wersja przyprawy ziołowej do grilla ma zmieniony skład, grafikę jak poniżej:

Skład jest następujący:

Skład:
sól,czosnek,gorczyca biała, pieprz czarny, cukier, oregano, bazylia-6%
kolendra, cebula, cząber, tymianek -4,5%
rozmaryn -4%
majeranek.

 

Może ktoś z Was pokusi się o zrobienie w innych proporcjach, mam nadzieję, że podzielicie się wtedy tą wiedzą tez ze mną.

Pozdrawiam Was i życzę miłego grillowania. ;)

Dżem i Sok z winogron

Jakiś czas temu padły pytania jak robię dżem z winogron.
Wpis zrobiłam w zeszłym roku, ale w ferworze walki z codziennością, nie mogłam zająć się opracowaniem na blogu, bo zbliżał się termin zwany „dead line”na zrobieniu stroju Zająca na Bal Jesieni w przedszkolu Zołz, a potem nie było to juz takie pilne.

Zbliża się jednak sezon zbiorów, więc pomyślałam, że Wam się przyda.
W zaszłym roku dostałam 2 kobiałki granatowych winogron w miesięcznym odstępie czasu, tak więc przerabiałam na raz tylko jedną, ale to i tak czasochłonna oraz żmudna robota.

Składniki:
• szklanka wody( na spód garnka żeby winogrona się nie przypaliły przed puszczeniem soku.
• winogrona
• cukier ( w zależności od słodkości, dobrze mieć zapasowy 1kg)
• konfiturex albo żelfix (konfiturex użyłam i nie stosowałam się do sposobu jego użycia z przepisu na opakowaniu)

Potrzebny sprzęt:
• słoiki i butelki szklane np: po KUBUSIU
• 2 garnki jeden duży, drugi mały 1-1,2l
• sitko
• lejek
• pałka do ciasta(od razu mówię, że zabarwi się jeśli drewniana)
• chochelka i łyżka stołowa

Jak robię sok i dżem/ marmoladę?

SOK

Winogrona myję i odrywam od szypułek. Wrzucam wszystko do garnka. Dolewam wodę i gotuję tak długo, aż winogrona puszczą sok. Będzie dużo. Wrzucam wtedy cukier i delikatnie mieszam. Jak wrzucimy cukier to trzeba już pilnować. Gotujemy, aż cukier się rozpuści maksymalnie 15min.
Teraz potrzebne będą mały garnek, chochelka, sitko i lejek.
Butelki i zakrętki myję, sparzam wrzątkiem.
Do małego garnka odsączam przez sitko sam płyn. Na około 3 buteleczki soku. Resztę pozostającą na sitku wrzucam z powrotem do dużego garnka.
Gorący sok wlewam do sparzonych butelek. Nakrętki i gwint butelek przecieram spirytusem. Zakręcam, kiedy sok jest jeszcze gorący. To gwarantuje, że butelki się zawekują.

Dżem

Odrobinę soku (na dnie 0,5cm) zostawiam w dużym garnku wraz z owocami. Kiedy soki już zamknę powtarzam procedurę z sitkiem tylko, że tym razem owoce przecieram przez sitko pałką do ciasta, aż pozostaną na sicie same nasiona i łupiny, które wyrzucam. Tak postępuję z całą zawartością garnka.
Kiedy całość jest już przetarta, czekam aż wystygnie. (Zazwyczaj na drugi dzień. )
Do wystudzonej masy wrzucam konfiturex i mieszam tak aż całość proszku się rozprowadzi. (Wrzuciłam całe opakowanie i dżem ma konsystencję marmolady, ale nie bardzo twardej, raczej porównałabym ją do galaretki).
Kiedy proszek jest rozprowadzony. Wstawiam garnek na gaz i gotuję, ciągle mieszając, aż do wrzenia. Masa trochę zgęstnieje.
Przekładam całość do przygotowanych słoików, z którymi postępuję tak samo jak z butelkami.
-wyparzam
-zalewam
- przecieram spirytusem (gwint i zakrętkę)
- zamykam

Słoiki stawiam do góry nogami, aż przestygną. Potem odwracam do właściwej pozycji.

W ten sposób zrobiłam też soki i dżemy z agrestu.
Smacznego!!!

Pavlova po mojemu

Były pytania, co do tego jak robię Pavlovą.

Pavlova ikona

Przyznaję, że przepis znalazłam w internecie.

Pavlova jak pewnie większość z Was wie składa się z:

  • bezy
  • bitej śmietany
  • owoców sezonowych

Ja dodaję jeszcze sos w postaci jakby frużeliny z mrożonych malin i truskawek.

Beza:

Składniki:

  • 6 białek
  • 300g cukru drobnego
  • 1TSP octu(najlepiej bezwonnego)
  • 1TSP mąki ziemniaczanej, bądź kukurydzianej

Przygotowanie bitej piany z białek:

Białka wrzucamy do wysokiego naczynia i ubijamy na początku na małych obrotach.
Kiedy będą już ubite, nie koniecznie na sztywną pianę, dodajemy powoli cukier i ubijamy tak długo, aż całkowicie się rozpuści. Czyli sprawdzamy organoleptycznie. np. rozcierając między palcami czy nie zostały kryształki cukru.
Kiedy cukier jest roztarty/rozpuszczony, dodajemy mąkę ziemniaczaną, delikatnie ubijając, a następnie octu.

Przygotowanie formy do pieczenia:

Na płaskiej blaszce układamy papier do pieczenia. Możemy go umocować, żeby nam się nie ślizgał, odrobiną ubitego białka. Czyli robimy kilka małych kropek z tej ubitej przez nas piany i kładziemy na to papier, na którym wcześniej rysujemy okrąg o średnicy 21-22cm. Potem się tego okręgu „trzymamy” wykładając ubitą pianę.
Przygotowaną masę kształtujemy „szpachelką” w kształt „wianka” czy „koszyczka”, tak, by potem nie wypływała nam bita śmietana.

Pieczenie:

Piekę na początku w temperaturze 180st C,a po 5-10 min skręcam na 150st C, jeśli piekę w piekarniku z termoobiegiem. (Ciocia D. ma taki). W kuchenkach gazowych wychodzi ta beza lepiej, może chodzi o wilgoć która wytrąca się podczas pieczenia. Jednak w moim piekarniku staram się trafić w temperaturę 180st.C. Jest to trudne, a zabytkowa kuchenka o wdzięcznym imieniu „Ewa”, rozpala się czasem do czerwoności. ;) Albo się nie dogrzewa :) . Jednak oscyluje koło tej wytyczonej temperatury. Lepiej mimo wszystko, jak mniej niż jak za duża temperatura, bo się skarmelizuje cukier i beza nam zbrązowieje.
Piekę 1,5h, albo dłużej sprawdzam na oko. Nie wyciągamy bezy z piekarnika po upieczeniu. Zostawiamy do jego wystygnięcia.
Pocieszające jest to, że takową bezę można upiec kilka dni wcześniej i jeśli nam jej nikt nie zeżre w międzyczasie to dotrwa bez problemu na imprezę. ;D

PODKŁAD

Podkład ładniejszy :)

 

Bita śmietana:

Z bitą śmietaną to bywa różnie. Zawsze czymś ją utrwalam serkiem mascarpone albo śmietan-fixem.

Składniki:

  • 500ml śmietany słodkiej 30-36%
  • 1 serek mascarpone 250g lub 2x śmietan-fix

Przygotowanie:

Śmietanę wlewamy do wysokiego naczynia i zaczynamy ubijać na wolnych obrotach. Kiedy śmietana odrobinę zgęstnieje dodajemy „utrwalacze”, nadal ubijając na małych obrotach. Kiedy serek czy śmietan-fix się już odrobinę rozprowadzą zwiększamy obroty. I ubijamy na sztywno i wykładamy na blat bezowy tuż przed podaniem. Cukier jest zbędny bo beza jest słodka.

Frużelina:

Składniki:

  • ok. 300-350g mrożonych owoców (ja używam malin i truskawek)
  • 1TBSP mąki ziemniaczanej
  • ok. 150ml wody + 50ml do rozprowadzenia mąki ziemniaczanej
  • sok z cytryny do zakwaszenia, ale nie jest konieczne jak owoce są kwaśne.
  • 1-2 TBSP cukru (opcjonalnie, nie ma konieczności ja nie dodaję)

Przygotowanie:

Do szerokiego rondla wrzucamy owoce nalewamy około 150ml wody i gotujemy, aż owoce się zagotują. Wówczas dodajemy cukier i sok z cytryny, co jakiś czas mieszając. Jeśli chcemy, by owoce pozostały w całości trzeba to robić delikatnie. Nie odstępujemy teraz garnka, żeby nam się całość nie przypaliła. Kiedy całość nam się zagotuje. Rozprowadzamy mąkę ziemniaczaną z 50ml wody i wlewamy do garnka. Trzeba pamiętać by w tym czasie mieszać, bo zrobią nam się grudy. Generalnie postępujemy tak jak z budyniem. Kiedy całość nam stężeje odstawiamy z palnika na bok i czekamy, aż frużelina ostygnie. Żeby nie zrobił się nam kożuch, na wierzch frużelin (nie garnka tylko, jego zawartości) połóż ściśle folię spożywczą lub aluminiową. Ta pierwsza lepsza, jednak trzeba uważać by się nie poparzyć. Generalnie chodzi o to by odciąć dopływ powietrza. Po ostygnięciu gotowe ;D wykładamy na bitą śmietanę.
A tu macie opcje z różnymi owocami  akurat dostępnymi.

MALUJĘ MARCEPANOWE OZDOBY

 

Z bananami, kiwi i wiśniami z syropu

 

Polane syropem

 

A tu w formie torta, z bananami, borówkami amerykańskimi, malinami i frużeliną malinową

A tu: banany, kiwi, borówki amerykańskie, brzoskwinie z syropu i maliny

Nadzienie do pierogów ze szpinakiem

Tu nadzienie bez dodatku marchewki, ale z marchewką lepsze.

Ten przepis zamieszczam głównie dla siebie, bo uwielbiam pierogi ze szpinakiem.
Przepis na ciasto do pierogów znajdziesz: tutaj

Do przygotowania farszu potrzebne będą:

  • 1 opakowanie mrożonego rozdrobnionego szpinaku
  • 2 średniej wielkości marchewki
  • 1 mała cebula, lub pół dużej
  • 1 duży ząbek czosnku
  • garść startego żółtego sera/ może być też mozarella
  • sól, pieprz (ja dodaję jeszcze odrobinę kurkumy, mielonego kminku i tymianku dla lepszego trawienia)
  • 2-3 TBSP (łyżki stołowe) oleju do smażenia

Zanim zaczniemy ścieramy marchewkę na grubych oczkach. Cebulkę kroimy w kostkę i wrzucamy do garnka na rozgrzany olej.

Kiedy cebulka się zeszkli wkładamy zamrożony szpinak.

Ja lubię ten ale może być jakiś inny

Nakrywamy pokrywką i  co jakiś czas mieszamy. Nie trzeba dolewać wody, Wystarczy ta ze szpinaku.  Po dłuższej chwili wrzucamy starta marchewkę.

Dusimy pod przykryciem całość, aż marchewka zmięknie i cały szpinak się „roztopi”, raz po raz mieszając. W tym czasie ścieramy na grubych oczkach żółty ser.

Kiedy marchewka zmięknie, dodajemy czosnek wyciśnięty przez paraskę oraz przyprawy.  Gotujemy jeszcze przez chwile tak by zredukować płyn. Na koniec dodajemy starty ser i cały czas mieszamy, żeby się nie przypaliło, aż ser się roztopi.

Ser odrobinę zagęści farsz. Nakładamy jako nadzienie kiedy ostygnie.

Konkurs na funpageu FB z okazji 50 polubień

Pierwszy konkurs za nami.
Mam nadzieję, że Zwyciężczynie będą zadowolone z nagród.
Pierwsza nagroda.

Nagroda zawiera różne gadżety do robienia ciasteczek, papilotki do czekoladek czy mini muffinek, wytłoczkę ze zmiennymi końcówkami do wykrawania masy marcepanowej/cukrowej i na osłodę cukrową laskę z Myszką Miki

Druga nagroda

Nagroda to: Komplet kartek świątecznych dokładnie: 8szt z pasującymi do nich kopertami. Wszystkie ze sklepu: M&S czyli Mark& Spencer

ŁATWE NA OBIAD: Leczo po mojemu.

LECZO

Leczo to jedna z moich ulubionych potraw. Chciałabym napisać, że robi się szybko, ale troszkę czasu zajmuje krojenie.

Smak potrawie nadaje kiełbasa, którą użyjemy do lecza. Podstawą jest papryka cebula i kiełbasa. Kabaczek, czy cukinia to tylko wypełnienie. Potrawa jest słodkawa a to za sprawą cebuli, oraz odrobiną cukru którą dodajemy by zniwelować gorycz koncentratu pomidorowego. No dobra to dość tych pogaduszek czas na przepis.

Składniki:

  • 2 średnie cukinie, lub 1 średni kabaczek.
  • 4 papryki(2 czerwone, 1 żółta, 1 zielona) ja nie miałam tym razem zielonej ięc dałam 2 żółte
  • 1 duża cebula(lub 2 mniejsze)
  • 2lub 3 pętka kiełbasy podwawelskiej, moga być 4-6 pętek śląskiej ;D (jak będzie mniej to katastrofy nie będzie)
  • 1 pomidor albo krojone pomidory z puszki( wtedy dodajemy mniej koncentratu 1 małą łyżeczkę)
  • duża czubata łyżka koncentratu pomidorowego.
  • przyprawy: sól(ostrożnie bo kiełbasa jest słona), pieprz, duża szczypta tymianku, szczypta kurkumy, szczypta mielonego kminku (wszystkie po soli poprawiają trawienie), łyżeczka cukru.
  • woda około 1/2 szklanki.

Cukinię lub kabaczek obieramy i kroimy w dużą kostkę. Jeśli cukinia jest młoda to nie ma potrzeby wycinania gniazda nasiennego. Jeżeli cukinia jest dojrzalsza to odcinamy grubą skórę i części bardziej zwłókniałe oraz wycinamy gniazdo nasienne. Genialna jest do tego duża łyżka. Niektórzy używają łyżki do lodów. Tak obrane warzywo kroimy w dość dużą kostkę. Wrzucamy do garnka, nalewamy odrobinę wody na dno, odrobinę solimy i dusimy pod przykryciem, aż zmięknie. Daje nam to możliwość wychwycenia ewentualnych zwłóknień przed wrzuceniem do garnka z główną potrawą. Kiedy cukinia jest młoda możemy od razu wrzucić ją do garnka razem z papryką, bez uprzedniego podgotowywania.

Tak naprawdę, leczo może się obejść bez cukinii, bo jak pisałam wcześniej warzywo jest głównie wypełnieniem, dodaje potrawie objętości.

Kroję kiełbasę na kawałki, zazwyczaj na połówki półksiężyców. Czyli kiełbasę kroję wzdłuż na 4 części, potem ciacham plasterki i wrzucam do garnka, na małym ogniu żeby odrobinę podsmażyć.

Następnie wrzucam pokrojoną cebulę, ale nie bawię się w aptekarza i jak mi się pokroi w tę kostkę tak wrzucam. Nie musi być drobniusieńko. Mieszam, gdy się podsmaża.

Następnie wrzucam duszoną cukinie razem z płynem i dodaję paprykę. Jeśli dodaję młodą cukinię to wlewam najpierw odrobinę wody, potem wrzucam cukinię z papryką. Paprykę czasem kroję w paski, a czasem w kostkę w zależności od humoru. Trzeba też zwrócić uwagę, czy papryka nie ma twardej skóry. Jeśli ma to zanim pokroimy i wrzucimy do garnka, trzeba zalać wrzątkiem i obrać ze skóry, tak samo postępujemy z pomidorami. Tyle, że pomidory krócej trzymamy we wrzątku, bo skóra łatwiej odchodzi.
Dodaję też przyprawy, na razie bez soli. Solę na końcu.Trzeba też pamiętać by leczo przemieszać co jakiś czas.

Kiedy papryka zmięknie. Dodaje wówczas pokrojonego pomidora w dość duże kawałki i duszę, aż pomidor zmięknie. Dodaję wtedy koncentrat pomidorowy i łyżeczkę cukru. Jak dodamy cukier to trzeba mocno pilnować, żeby się nie przypaliło.

Teraz o samym gotowaniu, najlepiej danie dusić pod przykryciem, ale jeśli nie lubimy zbyt płynnej postaci to po podaniu pomidorów pokrywkę zdejmujemy, wówczas płyn nam się zredukuje. Ilość płynu zależy też od wilgotności warzyw które dodajemy (co jest oczywiste i w sumie nie wiem, po co Wam to pisze, bo pewnie o tym wiecie). Po dodaniu pomidorów, czy to z puszki czy wersji: koncentrat+pomidor, garnka a dokładnie potrawy w nim pilnujemy i mieszamy częściej.

Na koniec próbujemy i dosalamy, jak za mało słone. Dodam jeszcze, że leczo tak jak bigos najlepsze jest na drugi dzień, więc z tą solą to uważajcie, bo na drugi dzień może okazać się zbyt słone.
SMACZNEGO!!

Rocznica, zakochany kucharz, sandały za grosze i moja przygoda z bubble tea.

Dzisiaj popołudnie spędziliśmy z dziadkami. Rodzice obchodzili wczoraj 38 rocznicę ślubu i zaprosili nas na obiad do restauracji. Z Zołzią zrobiłyśmy ekstra karteczkę jako załącznik do podarunku ;D Niestety nie mam żadnego zdjęcia, bo zapomniałam je zrobić;D

Restaurację, w której byliśmy, do tej pory bardzo sobie chwaliłam, ale dziś zamówiony pstrąg smakował mułem, ziemniaki wodniste jakby z wczoraj i do tego surówki, nawet smaczne ale straszliwie słodkie. Jak nic kucharz się zakochał, albo się zmienił…. ale danie to jeszcze jakoś zjadłam.
Zamówiliśmy też na deser lody i w sumie, co można zepsuć w pucharku lodów z owocami… taaak…można, ananasy pokrojono nożem, którym wcześniej ktoś siekał cebulę…. litości!! Kulka lodów waniliowych i druga czekoladowych do tego pokrojone jabłka(?), to było dziwne), jeżyny, borówki amerykańskie i ananas o smaku cebuli…. heh..(dodam, że ekipa restauracji jak w ukropie uwijała się w przygotowaniu sali na wesele, które miało się odbyć parę godzin później, może to dlatego.) Zołzia wyszalała się za to na przy restauracyjnym placu zabaw. Był świetny, nawet ja raz zjechałam na zjeżdżalni…słowo honoru, z ręką na temblaku. ;D

Po posiłku z samą już babcią udałyśmy się do centrum handlowego. Babcia chciała kupić sobie buty, bo są super obniżki w CCC. I w sumie były. Wynalazłam sandały, które mi się podobały i stwierdziłam doznając małego szoku, że kosztują po przecenie 20zł!!!   Wzięłam, babcia (czyli moja mama) też, a że kiedyś wyrobiłam kartę klienta to okazało się, że 2 para była gratis!!! Jak babcię kocham nigdy nie kupiłam butów za 10 zł ;D Udane zakupy… ;D

Zakupiłam jeszcze dla Zołzi, książkę pt.:WIELKA KSIĘGA ZADAŃ PRZEDSZKOLAKA” też była przeceniona ale oczywiście nie kupiłam jej w CCC. :)

Zołzia jak tylko wróciła do domu z marszu zaczęła rozwiązywać w niej zadania.. ;D

Polecam. Polecenia są proste, zadania mają różny poziom trudności i dziecko robi je samo. Zołzia to język prawie na nosie miała, nie chciała kłaść się spać. ;D

Ale najcudowniejsze co odkryłam w tym C.H. to to, że sprzedają tam „Bubble Tea” ;D No Bosko!!

Kiedyś byłam straszliwie ciekawa jak to smakuje i w ogóle co to za specjały. Więc kiedy nadarzyła się okazja, a zdarzyła się na wakacjach w Pobierowie, z ogromną ciekawością wybrałam się, żeby skosztować tego specyfiku. Jednak najpierw  naszukałyśmy się co niemiara budki-samochodowej, w której te cuda w końcu zakupiłam. Mogłam wreszcie pierwszy raz spróbować tej pysznej herbaty i od razu się w niej zakochałam. Polecam na spróbowanie każdemu.

Herbatę pije się jako mrożoną . Wybieramy czy ma to być herbata czarna zielona, czy może jogurt lub mleko.

Potem wybieramy smak i jakie chcemy popping (czy topping) boby czyli kulki „żelowe” napełnione sokiem lub żelki smakowe.

Poniżej tabela, która w zasadzie jest w każdej restauracji sprzedającej tę herbatę.
Panie w Pobierowie, miały jakąś poszerzoną wersję.. ;)

Na blogu, do którego link jest pod zdjęciem znajdziecie historię tej herbaty.. ;) a dokładnie tutaj.

Moje ulubione zestawy to:

zestaw 1: herbata zielona lub czarna + smak mango lub marakui + boby: marakuja, mango, pomarańcza i brzoskwinia

zestaw 2: herbata zielona lub czarna + smak ananas+ boby: jabłko+ truskawka+ pomarańcza.

A i zawsze proszę, żeby tego soku, który nadaje smak herbacie nie nalewali dużo, bo to straszliwie słodkie się robi…

Tak więc drogi czytelniku, jeśli masz możliwość spróbuj!!!

Dobrej Nocki!!!

 

P.S. pisząc sformułowanie: z ręką na temblaku” mam na myśli słowo honoru czyli potoczne bicie się w pierś :D Dla zaniepokojonych moim stanem, uspokajam -nie mam złamanej ręki ;D
Powiedzenie u mnie w domu jest powszechnie stosowane, ale niektórych może zaskoczyć… przyznaję, że już nie rejestruję jego dziwaczności :)

ŁATWE NA OBIAD: Makaron w sosie pomidorowym z kiełbasą.

Dziś właśnie na obiad szykuję danie rodem z PRL.

Tytułem wstępu powiem Wam, że moja mama czasem robiła coś podobnego jednak zamiast makaronu był ryż.

Kupiłam kiedyś przez pomyłkę makaron kukurydziany i nie wiedziałam co z nim począć i wymyśliłam, że z takim kiełbasiano-pomidorowym sosem będzie pysznie. :) Zazwyczaj jeśli robię to danie to z ryżem.

SKŁADNIKI:

  • 4 pętka kiełbasy śląskiej,(może być podwawelska to 2 jak są długie)
  • 1/2 cebuli
  • koncentrat pomidorowy lub pomidory z puszki
  • 2 płaskie łyżeczki cukru
  • woda około 250ml
  • przyprawy:1 szczypta papryki słodkiej, majeranku, tymianku, mała szczypta mielonego kminku, oraz sól i pieprz do smak
  • ryż lub makaron (tak na 4 osoby) i (woda do ugotowania go)

PRZYGOTOWANIE:

Kiełbasę kroimy w słupki, cebulę jak najdrobniej. Wrzucamy na patelnię razem z przyprawami i smażymy.

Pokrojona kiełbasa i cebula na patelnię albo do dużego garnka

W oddzielnym garnku gotujemy makaron opcjonalnie ryż zgodnie z opisem na opakowaniu.(Wodę solimy zgodnie z własnym upodobaniem.)

Kiedy kiełbasa „puści sok” i się zarumieni, zalewamy wodą.

Zalewamy wodą

Przez chwilę, około 15-20 minut gotujemy na wolnym ogniu, można przykryć pokrywką), aż wszystkie smaki „przejdą się”. Wtedy płyn zmienia odrobinę kolor i nie jest już tak przejrzysty.

Podgotowana kiełbasa

Kiełbasa odda też jeszcze trochę smaku. Po podgotowaniu dodajemy koncentrat pomidorowy. Ja dodałam taki kupiony w Biedronce( mam sklep „pod nosem”, że tak powiem). W sumie dodałam połowę to około 250g, ale jest on mniej skoncentrowany niż taki ze słoiczka. Dodaję dwie łyżki stołowe wody od gotowania makaronu, zagęści odrobinę sos.

Przecier pomidorowy

Ugotowany makaron kukurydziany pachnie dziwnie, ale wygląda smacznie  i jest ślicznie żółciutki.

Makaron kukurydziany

Po dodaniu koncentratu pomidorowego dodaję odrobinę cukru.

Sos po dodaniu koncentratu pomidorowego.

„Po co cukier?” Pewnie kołacze Ci się po głowie. Cukier i ogólnie słodycz równoważy goryczkę pomidorów. Dlatego tak świetnie pomidory komponują się z marchewką, która jest słodka. Jak ktoś chce może do tego sosu dodać startej marchewki, ale trzeba to zrobić zaraz po dolaniu wody( np: 1 dużą), na pewno  to danie stanie się zdrowsze.:)

Gotujemy jeszcze z 10 minut i w zasadzie sos jest gotowy. Można wyłożyć makaron na talerz i na niego położyć sos, albo tak jak ja wrzucić makaron na patelnię/ do garnka i wymieszać z sosem.

GOTOWE!!

GRILLOWE PRZYSMAKI: Sos jogurtowo-ziołowy z czosnkiem

Dziś podam dość szybko przepis na cudowny sos do wszelkich potraw z grilla. Nadaje się również jako sos do sałatek z pomidorami, czy sałatą.
W zasadzie sezon grillowy zbliża się ku końcowi, ale może na tę upalną końcówkę Wam się przyda. Ostatni weekend lata zapowiada się upalnie ;)
Zaręczam, że każdy kto spróbuje, nawet jak nie lubi takich dodatków, to mu zasmakuje… nie słyszałam, żeby nie, i dodam, że każdy mnie pyta o przepis…i dzisiaj Wam go zdradzę. ;)

Mnie tak bardzo smakuje, że mogłabym go jeść łyżeczką prosto ze słoika. ;D

No to lecimy ;D :

Składniki:

  • 1 łyżeczka stołowa Majonezu (ja używam Winiary)
  • 2 opakowania 180g jogurtu naturalnego
  • 1 czubata łyżeczka musztardy francuskiej.
  • 2 średnie ząbki czosnku (można dać więcej lub też mniej jak ktoś nie lubi)
  • 2 płaskie łyżeczki przyprawy ziołowej do grilla firmy KAMIS (i ze smutkiem powiem, że tylko tę bo z inną to już nie to samo ;( ) tu LINK jak zrobić samemu ;)

Składniki sosu

Wykonanie:

Do wysokiego naczynia(ja zazwyczaj używam jakiegoś słoika), Dodajemy po kolei, jogurt, majonez, musztardę francuską,

„Ło” tak ;)

Czubata łyżeczka musztardy francuskiej

następnie wyciskamy do słoika czosnek i dodajemy 2 łyżeczki przyprawy ziołowej do grilla. Całość intensywnie mieszamy i… voilà!!!!  Gotowe. ;D

Gotowy sos czosnkowy!!

Prace twórcze mamy z córką- KOLOROWE PUDEŁKA

Arkusze pianki (PCV) z Biedronki pokryte brokatem

Jak większość dzieci, Zołzia również, dostaje zatrzęsienie słodyczy w tym głównie: Jajka Niespodzianki (KINDER SURPRICE).

Namnożyło się tych zabawek więc umieściłam je najpierw w opakowaniu po rozpuszczalnej herbatce a później przełożyłam do opakowania po kakao.

Jednak tych małych „badziewi” zabawkowych-jak mawia R, wala się tyle po chacie, że postanowiłam uruchomić jeszcze jedno pudełko.

Jak wiadomo pudełka takie ciekawie prezentują się w szafce w kuchni, jednak na dziecięcej półce, już nie tak bardzo, postanowiłam połączyć; „przyjemne” z pożytecznym i z Zołzią okleić pudełka zakupionymi w Biedronce jakiś czas temu arkuszami kolorowej pianki.

Arkusze kolorowej pianki zakupione kiedyś w sklepie „BIEDRONKA”

(Słowo: przyjemne w cudzysłowie, bo możecie sobie wyobrazić pomysły jakie może mieć 3,5 letnie dziecko, przy takich pracach ;D., ale „nerwy w konserwy i na eksport” ;D )

Wybrałam jednak piankę bez brokatu, bo i i bez sypiących się wszędzie błyszczących drobinek i tak mam co robić…
Kolory wybierało oczywiście dziecię, a że straszliwie chciało błyszczącą piankę to zdecydowałam, że ozdobimy pudełka różnymi kształtami wyciętymi z brokatowej pianki.

Jak to zwykle bywa… początek był obiecujący, dziecię podeszło do działania z entuzjazmem. Oczywiście Matula musiała najpierw powycinać piankę do odpowiednich rozmiarów i okleić pudełka klejem na gorąco.

Kształty do oklejania wycinałam przy pomocy szablonów skalpelem, myślę że nożyczki lub nożyk do tapet, też się będą nadawały do tego celu. Szablon miałam papierowy z jakiejś gazetki dla dzieci.

Szablon z gazetki

Skalpel kupiłam kiedyś ze specjalną podkładką w LIDL’u

Taka metoda wycinania jest dość szybka, najpierw obrysowywałam tylko kształt skalpelem, a wycinałam nożyczkami…

Jednak jak już doszłam do wprawy, to wystarczyło mocniej docisnąć skalpel, a kształty łatwo już wtedy było „wycisnąć” z pianki, tak by z niej wyszły.

Później przypomniałam sobie, że w sklepie były również fajne wycinaki z różnymi kształtami, wyglądające jak dziurkacze. Z pewnością przyspieszyły by pracę, ale jakoś nie wpadłam wtedy na to, że mogą być mi przydatne. ;D

Jeśli się kiedyś pojawią z pewnością naprawię to niedopatrzenie. ;) Albo zakupie online.

A tu taki duży dziurkacz do motylków:

Zdjęcie ze sklepu internetowego:
http://www.cacas.no/Produkt/54-90020

Do oklejania wykorzystałyśmy również naklejki zakupione kiedyś w Biedronce.

Na początku ozdoby piankowe podklejałam taśmą dwustronną, wtedy Zołzia sama ozdabiała pudełka…

Kiedy się znudziła, przyklejałam ozdoby klejem na gorąco.

A oto wynik naszych działań :D

Sklep na DaWanda

 

Po długich rozważaniach i debatach…

Postanowiłam wystawiać, niektóre rzeczy na DaWandzie, oczywiście te, które sama tworzę.
Doszłam do wniosku, że jest to właściwa witryna dla handmade’u. Zakupując tam wiesz czego się spodziewać.

Już nie długo zaczynamy… jestem pełna ekscytacji ;)

LINK DO SKLEPU znajdziesz: TUTAJ

Na stronie Facebooka  Fan Page’a znajdziesz przycisk  KUP TERAZ!

Przycisk kup terazKtóry przekieruje cię na stronę sklepu ;D

ZAPRASZAM!!

 

SHREK NA CAŁE ŻYCIE

Ostatnio wzięło mnie na filozoficzne rozważania…
Poważnie ;)

Odkąd tylko pamiętam, najciekawsze dla mnie jako dziewczynki, były bajki o księżniczkach.

Ten sam trend widzę u Zołzi. Księżniczki są na tapecie ciągle. Mają być piękne i znaleźć swojego księcia z bajki. Ma przyjechać na białym rumaku i z marszu zdobyć serce swojej ukochanej. Wiadomo, że to bajka. Potwierdzam jako osoba będąca w 11letnim związku. Obecnie denerwują mnie tego typu bajki, a od Disney’owskiej wersji Śpiącej Królewny (Sleeping Beauty) z Aurorą/ Różą w roli głównej wolę wersję z „Czarownicy” (Maleficent) z Angeliną Jolie. Wydaje mi się bardziej życiowa i jeśli miałaby się wydarzyć, to bardziej prawdopodobna. Już pomijam fakt, że ponoć oryginalna wersja była napisana tylko dla dorosłych w której  Książe współżyje z Królewna bez jej zgody, a ta rodzi mu dzieci nie budząc się (?) Horror

Co do mojego księcia z bajki….  Mąż mój jest cudownym facetem, ale do księcia mu daleko. Jeśli miałabym wybierać postać z bajki to bliżej mu do Shreka niż do omawianego pięknego książęcego amanta.

no dobra… świeczki z uszu nie wyciąga… ;)

Zastanawiałam się ostatnio, że tak naprawdę kobiety nie chcą być księżniczkami. Chcą być jak one traktowane, ale najbardziej pragną, by ten nasz wybranek zaakceptował w nas tę ciemną stronę Fiony. Tę naszą cudowną nieidealność i by mimo to stawiał nas na piedestale. Byśmy nigdy z niego nie spadły, gdy wkracza codzienność.

Gdy rodzą się dzieci, zazwyczaj jest tak, że mąż schodzi na drugi plan, jednak tak nie powinno być. I choćbym się zarzekała, że u mnie tak nie było, to szczerze mówiąc (z ręka na temblaku ;) ), to był taki czas, gdy Zołzia była najważniejsza (nadal jest, ale już nie tylko ona) i byłam skupiona głównie na niej.
Jednak R. okazał się cudownie wyrozumiałą i cierpliwa jednostką, która z zacięciem przetrwała ten czas. Czy książę z bajki, by to wytrzymał?  Któż to wie… ;)

Tak więc Kochane Księżniczki Fiony, życzę Wam byście znalazły swojego księcia… Czy to będzie Shrek czy prawdziwy książe zapewne pokaże czas. :) Ale byście nigdy nie spadły z piedestału i były kochane jak w dniu ślubu, czy pierwszej randki.

A co Wy o tym sądzicie? Czy ktoś odważy się coś powiedzieć?